• Kategorie: Wszystkie | Postępy | Łobuziaki z jednej paki;)
    RSS
    czwartek, 27 października 2011
    Kiedy w pewnym brzuchu zamieszkał pierwszy dziki lokator, Rodzice pojęcia nie mieli kto to taki... ... małe żyjątko, które na pierwszym Usg machało tylko do Tatusia (przez wielkie T), które pozwalało na początku dotykać się tylko Mamusi i nikt inny nie mógł poczuć jego ruchów, bo zastygało, przy obcym dotyku... ale pewnego dnia, kiedy Tata ładnie poprosił o znak i przyłożył ucho do brzucha Lokator kopnął go w ucho i od tamtej pory regularne kontaktował się z Wielką Dłonią po drugiej stronie... Lokator od Zawsze był wrażliwy, na muzykę, dotyk i światło. Mama i Tata nie wiedzieli jak ma na imię i postanowili mu je nadać, ale bladego pojęcia nie mieli jakie. Gawędzili wiele wieczorów i wymyślali rożne bzdury, chcieli go nazwać Ada, nawet Mama śpiewała mu taką piosenkę: "Ada, to nie wypada, abyś była chłopcem...", aż pewnego dnia w pracy niby słuchając klienta falowała gdzieś na poziomie swego brzucha i coraz wyraźniej kołatało jej się po głowie: Mikołaj, Mikołaj, Mikołaj! Tak! Niech ten facet już idzie, Mama się tak strasznie niecierpliwi!!!! Musiała szybko zadzwonić, a ten ględzi i ględzi. Jest !! Ratunek!! przyszła Pani Kasia i woła ją do telefonu z którego płynął ciepły głos podekscytowanego Taty: "... wiesz jechałem właśnie autobusem i tak przyszło mi do głowy, że gdyby to był chłopiec to chciałbym, żeby nazywał się Mikołaj... na co Mama się załzawiła (ach te kobiety) wyznała miłość Ojcu i przyznała się, że właśnie z tym samym miała dzwonić, tylko klient strasznie gadatliwy jej się trafił... i tak już zostałem Mikołajem, który mógł być Adą:) Myślicie, że to koniec??? Nie, no bo co z Adką??? Mama znów "spuchła" i czuła, czuła po prostu, że w brzuchu siedzi mała Biedroneczka, nawet takie kropki jej na tym brzuchu powyskakiwały, przez wiele miesięcy Mama ustalała wersje imion dla nowego Lokatora z Tatą o dużych dłoniach, o ile z chłopięcymi nie było problemu, o tyle dla dziewczynki nic wymyślić nie mogli. Tata stwierdził, że na Adę już raz się zgodził, więc teraz czas na coś innego (faceci!)... Rodzice mieli kiedyś znajomą Zuzę, która tak mocno wryła się w ich pamięć, dzięki swej żywiołowości, niepokorności, kreatywności i niesamowitej inteligencji, że w końcu na kilka dni przed przeprowadzką Biedronki nazywanej przez Mikołaja po prostu Dzidą, Dzidką, Dzidulką postanowili, że Zuzą i ona będzie, bo od początku przewrotnym lokatorem jest, który nie pozwalał zakładać Mamie nogi na nogę i do przeprowadzki podjechał tyłem, a miał przodem, nawet prąd w kulminacyjnym momencie wyłączył... ale dał radę:) i tak oto z Mikołajem do dziś dzień wojuje Zuza twarda i niepokorna dziewczynka o niesamowitym charakterze:) Przyszła też kolej na Adkę, tę wymarzoną i ona się zadomowiła w brzuchu Mamuni, tu już nie było wątpliwości od początku, Tata zgodził się na wszystko, a Mama czując w sobie "girl power" czekała na wymarzoną Adulkę (tę co to jej niby chłopcem nie wypadało być) i przyszła... nie bez bólu, łez i niespodzianek, ale przyszła i postanowiła z nami zostać, choć Mama i Tata bardzo się bali, że może jej się tu nie spodobać... :) Kiedyś, dość dawno temu to napisałam... Przeczytałam to Wojtasowi I wiecie co było najpiękniejsze.... Wysłuchał i skomentował jednym zdaniem: to nie był autobus, tylko tramwaj;)