• Kategorie: Wszystkie | Postępy | Łobuziaki z jednej paki;)
    RSS
    wtorek, 07 października 2008

    Przekopując zasoby pewnego forum wykopałam post, który pod wpływem wielkiej radości poczyniłam ponad półtora roku temu. Oczywiście poniżej wklejam jego treść:)

    03-03-2007r.

    Kiedyś wam pisałam, ze jestem przerażona trzecią ciążą i sytuacją i

    otrzymałam wspaniałe wsparcie od wielu mam. Za to dzięki. Teraz chcę

    podzielić się z wami moja radością. Obawy już dawno przeszły i bardzo się

    cieszę , że będę miała kolejną wiercipiętę. Łatwo nie będzie, ale na pewno

    wesoło. Ostatnio byliśmy na USG i mała wiercipięta/piętek miła 8 cm od główki

    do dupci i wierciła się jak żadne z posiadanej już dwójki. Widziałam oczka

    nosek i uszka i przepiękny kręgosłup. To dopiero frajda... Dzieciaki brzucho

    całują i wyznają miłość do pępka. Chociaż mój syn ostatnio zastanawiał się

    jak poprosić Boga, żeby ktoś się zaopiekował dzidzią ( bo nie chciałby , żeby

    coś się jej stało), bo się we trójkę do wanny nie zmieszczą. Ale rano

    sprostował, ze to nie ważne i żeby nie oddawać, jakoś dadzą radę, zresztą

    dzidzia będzie miała swoja wanienkę :))))

    Za każdym razem kiedy odgrzebuję ten wpis ogarnia mnie melancholia, ale całe szczęście już nie złość... wciąż potrafię odtworzyć szczęście tamtego dnia i nie żałuję, bo wszystko ułożyło się tak jak miało się ułożyć... idealnie zazębiło, choć niektórym słowo idealnie mogłoby wydawać się tu co najmniej nie na miejscu. Do Pani , która prowadziła ciążę nie poszłam nigdy więcej po urodzeniu i na pewno nie pójdę, ale już nie czuję złości...

    Wada cewy nerwowej kształtuje się do 5 tyg. życia zarodka, Dr. prowadząca ciążę nie zauważyła dziury w kręgosłupie mojego dziecka, ani w 13 tygodniu ciąży, ani w 23- cim... trzeciego USG nie zleciła, bo nie ma wskazań, a mi mimo chęci zabrakło jakoś w danym czasie pieniążków...nie poszłam. I wiecie co – dobrze.

    Dobrze, bo wodogłowie nie było tak duże, żeby interweniować jeszcze w życiu płodowym, bo gdybym wiedziała, przeryczałabym całą ciąże, co na pewno w niczym nie służyłoby Adulce... bo operacje przepukliny oponowo – rdzeniowej przeprowadzana na płodzie nie są bezpieczne, a pewnie szukałabym takiego wyjścia... bo mała Spryciulka ułożyła się do porodu tak jak nie powinna i dzięki temu żyje i ma się w miarę dobrze.

    Adulka była przenoszona i mimo tego, że bardzo chciałam ją urodzić naturalnie i skakałam całą noc na piłce w szpitalu, mała ułożyła się do porodu twarzyczkowo i konieczne było CC , nie ma tego złego... bo poród naturalny groziłby jej większym kalectwem, powiększeniem wodogłowia, kolejną operacją, wielomiesięcznymi infekcjami, nawet śmiercią...

    Tak się bardzo złościłam, że kolejne dziecko jest przenoszone i nikt mi nie chce wierzyć, że to już czas i choć urodziła się już w zielonych wodach płodowych to była zdrowa, duża, silna i ważyła 4 kg, co trzymało mnie przy ogromnej nadziei, kiedy zabrano ją na operację, że da radę i że zobaczymy się niebawem... i tak się stało. Jest ze mną mój mały Cud!!! Wszystko ułożyło się jak należy, bez zbednej ingerencji, po za mną i medycyną  - zazębiło się idealnie:)

    Cud ma już ponad rok, urodził się 01-09-2007 r. i w swój drugi roczek życia wszedł na czworaka, ba nawet umie już profesjonalnie klękać podtrzymując się tego co akurat pod ręką. Cud siedzi i przemieszcza się po całym mieszkaniu, odnajduje coraz więcej ciekawych rzeczy, buntuje się przeciw rehabilitacji jednocześnie frustrując, że nie biega z rodzeństwem na placu zabaw. Fascynuje się na maksa ruchem własnym, ale nie tylko. Widząc rolkarzy, ludzi wyskakujących na deskach śmieje się w głos, kiedy brat udaje, że walczy, ona wydając przedziwne odgłosy w krzesełku, macha na wszystkie strony ciałkiem i łapkami, a przy tym nieziemsko rechocze, tyle energiii w tym małym ciele, żal mi serce ściska, ale zaciskam zęby i marzę, bo to dziewczę ma potencjał!!!