• Kategorie: Wszystkie | Postępy | Łobuziaki z jednej paki;)
    RSS
    sobota, 12 lipca 2008

    Moje dziecko, słodycz, która rozdziera mnie między szczęściem, a smutkiem ma w sobie uśpiony wulkan... Adulka ma  wodogłowie przewlekłe pod stałą obserwacją, oprócz tego w jej ciele ukryło się jeszcze kilka złośliwych chochlików, które potrafią dokuczać naraz... Lęk, który mój znajomy nazywa poprostu miłością, zatruwa matczyną radość dnia codziennego, lęk, że przegapi, źle rozpozna, że to już, że ten cholerny wulkan jest tuż, tuż przed erupcją...

    Dziś Ada poczuła się przez chwilę słabo tak poprostu, tak poprostu opadła z sił i zrobiła się śpiąca... niedobry znak, który znakiem wcale być nie musi, bo w ciele Ady postanowił narozrabiać kolejny chochlik, który skutecznie nie chce ujawnić swej prawdziwej twarzy... Adka ma też pęcherz neurogenny, który grozi nawracającymi stanami zapalnym, zakażeniami układu moczowego, grozi też nerkom mojego dziecka... moje dziecko od jakiegoś czasu ma "brzydki" mocz, widzę, ponieważ cewnikuję ją kilka razy dziennie, widzę, bo znam jego wygląd i zapach na pamięć... w posiewie nic nie wychodzi, za to badania ogólne ostatnio nie wychodzą dobrze... w poniedziałek następny posiew, co mi pokarze?? Czasami gorsze jest to nic, ponieważ, nie wiem co jest mojemu dziecku, czym można je leczyć i kto mi to najlepiej wytłumaczy...

    Narazie zwalam dzisiejszą chwilową nieformę na pęcherz, a tak naprawdę boję się... boję się, że mógł być to jeden ze zwiastunów nieuniknionego, że chochliki chcą urządzić okrutny bal...