• Kategorie: Wszystkie | Postępy | Łobuziaki z jednej paki;)
    RSS
    niedziela, 17 listopada 2013

    Odleżyny się goją, skóra na pięcie regeneruje się super póki co. Oby tak dalej. Bilety na wtorek zakupione, w środę kolejna zmiana gipsów i oglądanie Adulkowych nóżek. Oczywiście jeśli uda się wykurować do tego czasu, bo domowników jak na złość dopadł jakiś paskudny wirus, choć dziś wydaje się już być nieco lepiej. Zatem trzymajcie kciuki. Mocno. Adulkowy Tata czeka, żeby nas przejąc, a my stęsknione. Chciałam kupić wkład do wanny aby ułatwić nam kąpiele w tym trudnym czasie, ale ceny są po prostu z kosmosu....Nie wiem czemu mnie to jeszcze właściwie dziwi. Sądziłam , ze już cena żadnego sprzętu rehabilitacyjnego nas nie zaskoczy, a jednak;) Wygoda wygodą, ale jeszcze tylko miesiąc, więc chyba nie dam się zwariować.

    poniedziałek, 04 listopada 2013

    Na blogu ostatnio było o Adulkowej operacji, w miarę bieżące wpisy poczyniłam na Facebooku. Strona ta jest publiczna, więć spokojnie można ją podglądać bez logowania i poczytać wszelkie notki, zainspirować się ciekawymi fotkami/pomysłami które czasem udostępniam z różnych, niekoniecznie polskich stron;) jeszcze raz podsyłam link

     Stawiamy Adulkę na nogi

     

    Zatem operacja przebiegła zgodnie z planem 7 października, przeprowadził ją sam Pan Ordynator Oddziału Ortopedii urazowej w warszawskim szpitalu dziecięcym na Niekłańskiej. Słyszałam głosy ludzi, którzy klną na ten szpital...ja złego słowa powiedzieć nie mogę. Czas na oddziale spędziłam z dzieckiem przede wszystkim po ludzku... Ada miała swoje łóżko, ja dostałam swoje...Dobrze, że mąż nie szlaja się tak często po szpitalach jak ja, nie zna zasad panujących na różnych oddziałach i od razu wypalił z pytaniem: "Czy to łóżko dla Żony?" ja bym nie śmiała już chyba nawet marzyć o takim luksusie, raz mi się tylko zdarzył. Salę miałyśmy tylko dla siebie, Panie pielęgniarki były bardzo miłe i pomocne, oraz zainteresowane:) Ozłocić miałam je chęć za to, że nie chodzą w chodakach, nie trzaskają drzwiami, a wszelkie konieczne czynności przy dziecku nocą wykonują niemal bezgłośnie;) Wróćmy do operacji...całość trwała około dwóch godzin łącznie z wybudzeniem. Przed operacją Pan doktor poinformował mnie szybciutko o jej planowanym przebiegu, po wyszedł i podał nam rękę, ręcząc, że wszystko poszło dobrze:) Nie czekałam pod salą operacyjną, byli tam inni rodzice wszyscy w tym samym łzawym nastroju, a ja nie chciałam  jej odbierać z czerwonym kinolem. Poszłam się tylko wysmarkać na naszą salę, a potem kręcąc się po szpitalu czekałam na Adulkowego Tatę...Po chwili już razem szwendaliśmy się co i rusz zaglądając w korytarz przy bloku operacyjnym. W końcu wyjechała, trochę nieobecna, bardzo spokojna, serce wędrowało nam pod same gardło. Już w swojej sali, będąc tylko z nami zaczęła się powoli odzywać, człowiek musiał opanować łzy. Była mega dzielna, dzień nie był łatwy, po narkozie niestety męczyły ją co jakiś czas wymioty. Nie płakała, nie histeryzowała kazała sobie tylko koszulkę zmieniać i myć włosy;) bo przeca z brudnymi leżeć nie będzie;) Drugiego dnia już wymiatała z nami w Chińczyka i humor jej nie opuszczał, zwłaszcza, że cała na sza uwaga była skupiona na niej:) co dziecię bardzo lubi. W domu niestety nie ma już tak lekko.

    Do dnia dzisiejszego zdążyliśmy być raz jeszcze w Warszawie na zmianie gipsów, spóźniliśmy się, gipsowanie było już zakończone, ale nikt  na nas się nie złościł, po prostu zorganizowano to tak, aby Ada nie musiała długo czekać...dla mnie szok, pozytywny szok:) Teraz siedzimy w domku, tata wpada raz na jakiś czas na kilka dni i pomaga nam jak może. Ada, co zrozumiałe, nudzi się, rozweselają ją wizyty dzieci, nie są one codzienne, ale bardzo oczekiwane. Miewa słabsze dni, choć na ogól nie grymasi, nie złości się, widać, że czasem jej przykro jeśli nie mogę posiedzieć z nią, ale daje radę...dla mnie Mistrzyni Świata:) Znalazła sobie nawet trzy pozycje Jogi, które może wykonywać, będąc uwięziona w gipsie od stóp po sam tyłek...dodam, że w grę wchodzą tylko pozycje siedzące, leżące i półleżące:) Trzymajcie za nas kciuki, żebyśmy nie zwariowały do czasu pozbycia się gipsów, bo to jeszcze trochę potrwa. Za 2,5 tygodnia jedziemy na kolejną zmianę  i wyjęcie druta ze stopy. Czekamy z niecierpliwością na etap, kiedy będziemy mogły się w tych gipsach pionizować i obciążać stopy, bo to zawsze jakaś zmiana i nieco inna praca dla mięśni, które już są wychudzone... Póki co leczymy odleżyny, które zrobiły się siłą rzeczy na piętach, mamy w gipsach okienka, smarujemy, naświetlamy, to długotrwały proces:(

    Teraz czekamy na przyznanie Adzie godzin nauczania indywidualnego, mimo , iż Ada umie liczyć do 100, zna literki i radzi sobie, konieczna jest dla niej odmiana i kontakt ze światem zewnętrznym - jej światem, bo świat na rodzinie się nie kończy. Co i rusz pyta kiedy będzie przychodzić do niej Pani nauczycielka. Raz była w swoim czasie wolnym odwiedzić ją jedna Pani, przywieźć książki ze szkoły oraz zawsze kojące serce słodycze i kredki Bambino;) To było bardzo miłe.Ada barrrrdzo się cieszyła.  Niestety co do nauczania indywidualnego...minął ponad miesiąc od złożenie przeze mnie wniosku...dziecko jeszcze miesiąc ma być w gipsach (może dłużej, ale to się okaże w tzw. praniu)... a formalnościom nie widać końca. Po raz kolejny w swej naiwności wierzyłam, że to prosta sprawa. Zebrałam wszystkie dokumenty niezbędne do złożenia wniosku w Poradni Psychologiczno Pedagogicznej łącznie z zaświadczeniem lekarskim, pojechałam, złożyłam je jeszcze przed wyjazdem, odbyłam uprzejmą rozmowę z Panią Dyrektor iii... i czekałyśmy ponad trzy tygodnie na decyzję, bo jedna poradnia z drugą poradnią musiały sobie po przesyłać dokumenty.... Których clou ja dostarczyłam wcześniej. Po za tym, jakby to się odbyło gdyby dziecko nie było nigdy wcześniej diagnozowane?...przecież nie tylko niepełnosprawne dzieci miewają przerwy w nauce spowodowane stanem zdrowia, czy operacją, dzieci zdrowe nie posiadają tam żadnej dokumentacji, zakłada się ją i rozpatruje li i jedynie konieczność nauczania indywidualnego, ponieważ tylko tego dotyczy decyzja. Nauczania indywidualnego, nie ze względu na niepełnosprawność, ale jednostkową operację, która ma czasowo unieruchomić dziecko... Doczekaliśmy się, ale jak wiadomo należy spodziewać się kolejnych udogodnień... w imię naszych praw i ochrony naszych danych osobowych poradnia decyzję może wysłać tylko mi, która jak wiadomo siedzi w domu z uziemionym dzieckiem...a ja mam tę decyzje w dwóch egzemplarzach dostarczyć do szkoły ( tłumaczyłam, że nie mam jak wyjść, to uzyskałam informację, że przecież mogę wysłać - cha. cha, cha), ta z kolei już nie bacząc na ochronę naszych danych czy ochronę Bóg wie czego musi wysłać je do Działu Edukacji, ten z kolei z powrotem do szkoły....Ludzie śmiech na sali!!! Ja poważnie czasem nie wiem już czy śmiać się, czy płakać i zdarza się, że wybucham bezradnym śmiechem urzędnikowi w słuchawkę. Czekamy zatem, cierpliwie, czując się niesamowicie bezpieczni z zakresie ochrony naszych danych osobowych....