Kiedy w pewnym brzuchu zamieszkał pierwszy dziki lokator, Rodzice pojęcia nie mieli kto to taki...
... małe żyjątko, które na pierwszym Usg machało tylko do Tatusia (przez wielkie T), które pozwalało na początku dotykać się tylko Mamusi i nikt inny nie mógł poczuć jego ruchów, bo zastygało, przy obcym dotyku... ale pewnego dnia, kiedy Tata ładnie poprosił o znak i przyłożył ucho do brzucha Lokator kopnął go w ucho i od tamtej pory regularne kontaktował się z Wielką Dłonią po drugiej stronie... Lokator od Zawsze był wrażliwy, na muzykę, dotyk i światło. Mama i Tata nie wiedzieli jak ma na imię i postanowili mu je nadać, ale bladego pojęcia nie mieli jakie. Gawędzili wiele wieczorów i wymyślali rożne bzdury, chcieli go nazwać Ada, nawet Mama śpiewała mu taką piosenkę: "Ada, to nie wypada, abyś była chłopcem...", aż pewnego dnia w pracy niby słuchając klienta falowała gdzieś na poziomie swego brzucha i coraz wyraźniej kołatało jej się po głowie: Mikołaj, Mikołaj, Mikołaj! Tak! Niech ten facet już idzie, Mama się tak strasznie niecierpliwi!!!! Musiała szybko zadzwonić, a ten ględzi i ględzi. Jest !! Ratunek!! przyszła Pani Kasia i woła ją do telefonu z którego płynął ciepły głos podekscytowanego Taty: "... wiesz jechałem właśnie autobusem i tak przyszło mi do głowy, że gdyby to był chłopiec to chciałbym, żeby nazywał się Mikołaj... na co Mama się załzawiła (ach te kobiety) wyznała miłość Ojcu i przyznała się, że właśnie z tym samym miała dzwonić, tylko klient strasznie gadatliwy jej się trafił... i tak już zostałem Mikołajem, który mógł być Adą:)
Myślicie, że to koniec??? Nie, no bo co z Adką??? Mama znów "spuchła" i czuła, czuła po prostu, że w brzuchu siedzi mała Biedroneczka, nawet takie kropki jej na tym brzuchu powyskakiwały, przez wiele miesięcy Mama ustalała wersje imion dla nowego Lokatora z Tatą o dużych dłoniach, o ile z chłopięcymi nie było problemu, o tyle dla dziewczynki nic wymyślić nie mogli. Tata stwierdził, że na Adę już raz się zgodził, więc teraz czas na coś innego (faceci!)... Rodzice mieli kiedyś znajomą Zuzę, która tak mocno wryła się w ich pamięć, dzięki swej żywiołowości, niepokorności, kreatywności i niesamowitej inteligencji, że w końcu na kilka dni przed przeprowadzką Biedronki nazywanej przez Mikołaja po prostu Dzidą, Dzidką, Dzidulką postanowili, że Zuzą i ona będzie, bo od początku przewrotnym lokatorem jest, który nie pozwalał zakładać Mamie nogi na nogę i do przeprowadzki podjechał tyłem, a miał przodem, nawet prąd w kulminacyjnym momencie wyłączył... ale dał radę:) i tak oto z Mikołajem do dziś dzień wojuje Zuza twarda i niepokorna dziewczynka o niesamowitym charakterze:) Przyszła też kolej na Adkę, tę wymarzoną i ona się zadomowiła w brzuchu Mamuni, tu już nie było wątpliwości od początku, Tata zgodził się na wszystko, a Mama czując w sobie "girl power" czekała na wymarzoną Adulkę (tę co to jej niby chłopcem nie wypadało być) i przyszła... nie bez bólu, łez i niespodzianek, ale przyszła i postanowiła z nami zostać, choć Mama i Tata bardzo się bali, że może jej się tu nie spodobać... :)
Kiedyś, dość dawno temu to napisałam... Przeczytałam to Wojtasowi I wiecie co było najpiękniejsze.... Wysłuchał i skomentował jednym zdaniem: to nie był autobus, tylko tramwaj;)
Wczoraj Adulka była na godzinkę w przedszkolu, do którego prawdopodobnie będzie uczęszczać od września... i myślałam... trzecie dziecko... tylko godzina... spoko... a tu kiedy ją odstawiłam łzy stanęły mi w oczach, czekałam na placu zabaw, nerwowo sprawdzałam godzinę i czułam to podniecenie, wewnętrzne rozpieranie....:) Odebrałam Małą w dobrym humorze, poszłyśmy z dziećmi na plac... no pozytywnie i niech nic i nikt nie waży się się tego zepsuć;)
Pomijam już radość życia, która wróciła po wielu perypetiach;) czysto praktyczny aspekt opiszę, otóż:
Mamy nowe subkonto, stare też działa, zetem będa oba funkcjonować, ale experymentalnie w tym roku chciałabym środki z 1 % zbierać w nowej fundacji - Fundacji Złotowianka, działającej przy naszej Zabjce w której Adunia regularnie się usprawnia:)
Namiary w postaci ulotki, która kolportujemy zachecając ludzi do wspierania nas w tej czasem nierównej walce:)
W rozliczeniach rocznych PIT, ale również przy ewentualnych darowiznach na subkonto Adulki w Fundacji Złotowianka, proszę o dopisanie do imienia i nazwiska Adulkowego numeru ID:S/11
Subkonto w Fundacji "SŁONECZKO" też jest ok i wszelkie darowizny oraz wpłaty z 1 %, które już od części z was wyszły napewno tam dotrą, spokojnie:) Tu nas skusiły obietnice starania o Fundusze z EFS dla podopiecznych zatem zaciskam kciuki, aby choć jeden projekt dla naszych dzieciaków wypalił:)
Witam po przerwie, proszę wybaczcie mi niebytność blogową, ale taki czas nastał, że wyciszenia mi było trza i oderwania, ale wróciłam z nową energią;) Działo się wiele przez ten czas, ale teraz nie o tym, niose nowinki z ostatniego turnusu w Zabajce 2, który nam się przydażył w te ferie zimowe:)
Sami popatrzcie, zafundowałam sobie chwilę wzruszenia, Walker nie jest nasz, ale zastanawiamy się nad zakupem, w wakacje kolejna przymiarka, w ortezach, zobaczymy, jak Adulka bedzie obciążać stópki:)
NF Walker to chodzik wyprodukowany w Norwegii, tam dzieciaczki otrzymują od Państwa nieodpłatnie takie dwa - jeden do poruszania się w środowisku domowym, drugi do szkoły, tudzież innej placówki... u nas można go zakupić za cenę około 6 tysięcy euro... co daje nam w zależności od kursu około 25 000 zł... PEFRON może współfinansować to cudo jeśli uda się przepchnąć wniosek o likwidację barier technicznych... My się zastanawiamy, oczywiście gdybym w momencie wzruszenia miała trzydzieści tysięcy na koncie i długopis w ręku sprzęt byłby nasz;) ale... no właśnie, Adulka nie wykorzystuje tam wszystkich swoich możliwości, nie obciąża stópek, ale za to jest mobilna... i szczęśliwa...no cóż, zrobimy drugie podejście kiedy przemiły Pan Adam załatwi buty odpowiednie do Adulkowych ortez na 30 stopniowej koturnie. Pomyślimy czy poruszymy niebo i ziemie o te 30 kawałków;) Jest jeszcze jeden aspekt ... ortezy wykonywane w specjalistycznej klinice w Niemczech, są nieporównywalne z tymi wykonywanymi w Polsce - niestety. Młoda mogłaby uczyć się w nich chodzić o kulach, koszt to około bagatela 50 tysięcy, póki co dla nas niewyobrażalne pieniądze, jeszcze nigdy nie udało nam się tyle uzbierać, ale wielu rehabilitantów nas na nie namawia widząc możliwości Adulki. Trzeba jej dobrego sprzętu i kiedyś pójdzie samodzielnie na spacer do pobliskiego parku... mocno myślimy nad tym, żeby spróbować wspólnie z przyjaznymi nam duszyczkami zawalczyć nie o 30 a o 50 tysięcy... 1 % nie wystarczy,przydałoby się kilka zamożnych firm może i ich darowizn;) Ciężki orzech do zgryzienia, zwłaszcza, że to sprzęt na miarę i trzeba go wraz z wzrostem dziecka regularnie wymieniać. Kurcze niby tak niewiele ... a ja durna zawsze mówiłam, że pieniądze szczęścia nie dają;)
... i należałoby nieco zaktualizować Adulkowy blog, zwłaszcza, że sporo się działo, ale dziś tego nie zrobię... Dziś jest Dzień Dziecka Utraconego... Dzień w którym szczęście miesza się ze łzami... Dzień w którym cieszę się, że Adka żyje, lecz od rana wspominam najcięższe chwile i łzawię... Dzień w którym jestem całym sercem z tymi wszystkimi Mamusiami i Tatusiami, których oczy są nieco nieobecne, zaszklone... Dzień który każdy przeżywa inaczej i o którym nie każdy wie... i niech tak zostanie... Kobiety kochane, te które spotkałam na swojej ścieżce tulę... i was nieznajome... i tych których poznać światu nie będzie dane... wszyscy się kiedyś spotkamy...
to kawał łobuziaka, nawet nie wiecie jak się cieszę, ostatnio sporo jeździmy, a ona tak się zmienia, bo to prawda znana od lat - podróże kształcą, moim skromnym zdaniem też kształtują człowieka:) Lubię z nią jeździć, a jej ciekawość świata ostatnio wystrzeliła ze zdwojoną siłą, no po prostu super dziewczynka, choć nieco bardziej krzykliwa. Tomografia główki dobrze, tzn. wodogłowie się nie powiększa, póki nie przeszkadza jest ok i żyjemy z nim w zgodzie. Ostatnio Adulka lubuje się w uciekaniu matce na golasa, przebierankach typu: co 5 min inna czapa na głowę i rajtuzki na szyję, oraz buty typu Martens w rozmiarze 43 na rączki:P Co to za widok:) Łazi i powtarza Aduś:) Uwielbiam tę babkę, no po prostu ją uwielbiam.
Dziś mojemu synkowi śniło się, że Adulka wypadła przez okno i przyszedł do nas do łóżka dokończyć bezpiecznie spanie. Rano obudził się w dziwnym nastroju, opowiedział o koszmarze... rozmawialiśmy i przy okazji stawiałam Adulkę w łuskach na nóżki, co by wykorzystać poranne napięcie mięśni, a on mnie pyta niemal ze łzami w oczach:
Mamusiu, a co jeśli to wszystko pójdzie na marne???
Zapewniłam, że na pewno nie i że naprawdę w chwili obecnej nie ma powodów do zmartwień... a on...
Ale wiesz, po tym śnie jestem pewien, że nawet gdyby umarła, będę ją zawsze kochał. Ze ściskiem w gardle powiedziałam, że Adulka będzie żyła tak samo długo jak oni, że to nie tak, że musi się coś złego stać w związku z jej niepełnosprawnością i póki co ma się bardzo dobrze i wierzę, że tak zostanie... To nie pierwsza taka akcja, wiele razy mówił, że się o nią martwi, kiedyś nawet stwierdził, że wolałby , że by to jego nóżki nie mogły chodzić i tak ją kocha, że jakby mógł to by się z nią zamienił. Na jej pierwsze urodzinki zaproponował, abyśmy kupili jej książeczkę jakąś porządną i głaszcząc po głowie mówił: Taaak,główka dobrze pracuje, choć nóżki słabe, główka jest bardzo mądra:) Kocham tego faceta!!!! Facet nie długo kończy 7 lat. Pozwolę sobie jeszcze, jak już tak wspominam przytoczyć jego słowa sprzed około roku kierowane do czteromiesięcznej Ady: "Jesteś moim srebrnozłotym skarbem, wokół wszystko takie szarobure, tylko Ty taka piękna:)" ...
A teraz z innej beczki, skopiowałam wpis, który przed chwilą poczyniłam na zaprzyjaźnionym prywatnym forum:)
Mój syn jedząc powolnie kolację, życzył mi dobrej nocy walentynkowej:P Po czym pościelił rodzicielskie łóżko. Razem ze swoją młodszą siostrą z namaszczeniem rozkładali prześcieradło, podzielili się naszymi poduszkami, jedną Mikołaj ułożył u nas w łóżku, a drugą Zuzi tajemniczo i nader szybko z diabelskim uśmieszkiem zabrała do siebie. Syn ciesząc się niezmiernie zapakował się pod moją kołdrę i oznajmił, że śpi ze mną, a córa radośnie zaciągnęła Ojca na łóżko piętrowe i stwierdziła, że będą spali razem na Miśka piętrze(góra), bo tam już podusia czeka:DDD Przyszło nam sie tylko pogodzić z faktem, ku wielkiej uciesze dziatwy i udać się szybko na spoczynek:P No ja zwiałam na chwilkę, pranie muszę rozwiesić. Aaaaa i pod poduszką zauważyłam niechcący jakąś karteluszkę złożoną:)Hmmm, ciekawe co to... Normalnie, mimo silnego postanowienia, że zaśnie we własnym łóżeczku, zabrałam najmłodszą na nasz materac:) Co będzie dziewczę samo w taką piękną noc spać, nie??...:P
Uwielbiam te dzieciaki, choć czasem mam ochotę na teleportację gdzieś, gdzie nie wiadomo gdzie, to warto, zapewniam, że warto to przeżyć!!!
Wiele dobrego od ostatniego wpisu u nas się działo, powinnam podziękować wielu kochanym osobom, ale czasem już słów mi brak.Zatem publiczne zwykłe DZIĘKUJĘ wam Ludziska ślę!!!!
W zasadzie nie wiem od czego zacząć... poniżej dłuższy czas temu wkleiłam Adulkowe zdjęcia z wakacji, a powinnam też wspomnieć o wspaniałej nowince i w sumie zaskoczeniu, choć osobiście wysyłałam prośbę – WOŚP zakupił dla Małej matę do hydro masażu, na początku bała się, musiała kąpać się z jednym z nas, potem stopniowo i na najmniejszych “obrotach” z rodzeństwem, a teraz już sama siedzi, pluska się, i nawet nie zwraca uwagi na dość intensywne bąbelkowanie i hałas. Super
Przy okazji Andrzejkowej zabawy Koła Emerytów i Rencistów Moja Osobista Matka Chrzestna urządziła też loterię charytatywną na rzecz Ady, udało jej się zebrać prawie 300 zł, które zostały przekazane na bieżące potrzeby związane z pielęgnowaniem córci... Moja dawna przyjaciółka ze szkolnej ławy, która aktualnie mieszka w Szkocji urządziła też zbiórkę pieniążków w Kolegu do którego uczęszcza i tam podczas spaceru wraz z innymi studentami udało jej się uzbierać około 3500 zł, które przekazała na konto naszej Fundacji Kłaniam się nisko, jest to suma która może pokryć koszt 1 turnusu rehabilitacyjnego Adki. I tu kolejna dobra nowina, choć Ośrodek do którego chciałyśmy się dostać jest oblegany i w chwili obecnej nie ma już terminów na 2010 rok, a na 2009 byłyśmy na liście rezerwowej, udało nam się dostać i 26 marca jedziemy na turnus 2 tygodniowy do Zabajki 2. Proszę o kciuki, aby zdrowie dopisało i żebyśmy nie musiały rezygnować z tej wspaniałej okazji Swoją drogą już drże, bo moje wiedzące czego nie chce dziecko nie cierpi rehabilitacji, a rehabilitantów omija szerokim łukiem ze stosowna miną, totez nie forsujemy jej, ale program turnusu jest dośc napięty...Ada prze do przodu siłą własnej woli, błogosławieństwem jest dla niej je starsze rodzeństwo, które przecież trzeba dogonić, może z czasem w niektórych dziedzinach przegonić. Nawet ćwiczenia logopedyczny próbuje za nimi powtarzać, jak nie umie to widowiskowo rusza ustami, cudny widok
Jutro ma przyjść pionizator dla naszego Zucha, ciekawa jestem, czy będzie bunt, czy szybko uda nam się oswoić z nowym tworem. Twór będzie w kształcie kotka po bokach, więc może się uda bez większych oporów.
21-go czeka Adę Tomografia główki, a 26- go stycznia badanie urodynamiczne pęcherza, które określi ciśnienie jakie w nim się znajduje oraz jego przepływowość i pojemność i tu też kciuki, a nawet modlitwa będą mile widziane
Późno już, chyba na tym skończę, w weekend poszukam zdjęć do wklejenia i poszperam w szufladkach pamięci
Zuzinka - starasza siostra Adki - zacewnikowała dziś swoją lalkę, padłam:) Z Wojtasem uhahani wymienialiśmy tylko porozumiewawcze spojrzenia.
Zabrała się barrrrdzo poważnie do rzeczy. Wypożyczyła czystego pampersa, poprosiła Tatę o otworzenie zabezpieczenia cewnika i cewnikuje... aż tu nagle bardzo zaciekawiona akcją Ada zabrała jej cewnik i zadowolona nim wymachuje;) Zuzi złapała się pod boki i mówi: no nie, Ada wylała siki na dywan:D No trudno zmyjemy, ale czy dostanę drugi cewnik, bo ten już jest brudny i do niczego się nie nadaje. Uwielbiam !!!!
Przekopując zasoby pewnego forum wykopałam post, który pod wpływem wielkiej radości poczyniłam ponad półtora roku temu. Oczywiście poniżej wklejam jego treść:)
03-03-2007r.
Kiedyś wam pisałam, ze jestem przerażona trzecią ciążą i sytuacją i
otrzymałam wspaniałe wsparcie od wielu mam. Za to dzięki. Teraz chcę
podzielić się z wami moja radością. Obawy już dawno przeszły i bardzo się
cieszę , że będę miała kolejną wiercipiętę. Łatwo nie będzie, ale na pewno
wesoło. Ostatnio byliśmy na USG i mała wiercipięta/piętek miła 8 cm od główki
do dupci i wierciła się jak żadne z posiadanej już dwójki. Widziałam oczka
nosek i uszka i przepiękny kręgosłup. To dopiero frajda... Dzieciaki brzucho
całują i wyznają miłość do pępka. Chociaż mój syn ostatnio zastanawiał się
jak poprosić Boga, żeby ktoś się zaopiekował dzidzią ( bo nie chciałby , żeby
coś się jej stało), bo się we trójkę do wanny nie zmieszczą. Ale rano
sprostował, ze to nie ważne i żeby nie oddawać, jakoś dadzą radę, zresztą
dzidzia będzie miała swoja wanienkę :))))
Za każdym razem kiedy odgrzebuję ten wpis ogarnia mnie melancholia, ale całe szczęście już nie złość... wciąż potrafię odtworzyć szczęście tamtego dnia i nie żałuję, bo wszystko ułożyło się tak jak miało się ułożyć... idealnie zazębiło, choć niektórym słowo idealnie mogłoby wydawać się tu co najmniej nie na miejscu. Do Pani , która prowadziła ciążę nie poszłam nigdy więcej po urodzeniu i na pewno nie pójdę, ale już nie czuję złości...
Wada cewy nerwowej kształtuje się do 5 tyg. życia zarodka, Dr. prowadząca ciążę nie zauważyła dziury w kręgosłupie mojego dziecka, ani w 13 tygodniu ciąży, ani w 23- cim... trzeciego USG nie zleciła, bo nie ma wskazań, a mi mimo chęci zabrakło jakoś w danym czasie pieniążków...nie poszłam. I wiecie co – dobrze.
Dobrze, bo wodogłowie nie było tak duże, żeby interweniować jeszcze w życiu płodowym, bo gdybym wiedziała, przeryczałabym całą ciąże, co na pewno w niczym nie służyłoby Adulce... bo operacje przepukliny oponowo – rdzeniowej przeprowadzana na płodzie nie są bezpieczne, a pewnie szukałabym takiego wyjścia... bo mała Spryciulka ułożyła się do porodu tak jak nie powinna i dzięki temu żyje i ma się w miarę dobrze.
Adulka była przenoszona i mimo tego, że bardzo chciałam ją urodzić naturalnie i skakałam całą noc na piłce w szpitalu, mała ułożyła się do porodu twarzyczkowo i konieczne było CC , nie ma tego złego... bo poród naturalny groziłby jej większym kalectwem, powiększeniem wodogłowia, kolejną operacją, wielomiesięcznymi infekcjami, nawet śmiercią...
Tak się bardzo złościłam, że kolejne dziecko jest przenoszone i nikt mi nie chce wierzyć, że to już czas i choć urodziła się już w zielonych wodach płodowych to była zdrowa, duża, silna i ważyła 4 kg, co trzymało mnie przy ogromnej nadziei, kiedy zabrano ją na operację, że da radę i że zobaczymy się niebawem... i tak się stało. Jest ze mną mój mały Cud!!! Wszystko ułożyło się jak należy, bez zbednej ingerencji, po za mną i medycyną - zazębiło się idealnie:)
Cud ma już ponad rok, urodził się 01-09-2007 r. i w swój drugi roczek życia wszedł na czworaka, ba nawet umie już profesjonalnie klękać podtrzymując się tego co akurat pod ręką. Cud siedzi i przemieszcza się po całym mieszkaniu, odnajduje coraz więcej ciekawych rzeczy, buntuje się przeciw rehabilitacji jednocześnie frustrując, że nie biega z rodzeństwem na placu zabaw. Fascynuje się na maksa ruchem własnym, ale nie tylko. Widząc rolkarzy, ludzi wyskakujących na deskach śmieje się w głos, kiedy brat udaje, że walczy, ona wydając przedziwne odgłosy w krzesełku, macha na wszystkie strony ciałkiem i łapkami, a przy tym nieziemsko rechocze, tyle energiii w tym małym ciele, żal mi serce ściska, ale zaciskam zęby i marzę, bo to dziewczę ma potencjał!!!
Jak widać blogowiczka ze mnie żadna, ale obiecuję niebawem nadrobic zaległości, a teraz w wielkim skrócie napiszę, że u Adulki wszystko dobrze i niech tak pozostanie. Buziaki