• Kategorie: Wszystkie | Postępy | Łobuziaki z jednej paki;)
    RSS
    niedziela, 10 stycznia 2016

    Dokładnie tak jak w poprzednim roku, udostępniam dla Państwa doskonałą i sprawdzoną aplikację do rozliczenia swojego PIT-u za 2015 rok. Program prosty w obsłudze, a i pożyteczny, gdyż za jego pomocą bez problemu podzielicie się dobrem z naszą kochaną Adulką.

     

    Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% - Rozliczenie roczne online

    Program do rozliczania PIT 2015 online - e-pity 2015

    środa, 06 maja 2015

    Szkolna Liga Pływacka klas pierwszych i Ada

    Posted by Stawiamy Adulkę na nogi on 5 maja 2015
    czwartek, 30 kwietnia 2015

    Dziki ciężkiej pracy, zaparciu i dzięki ludziom takim jak Wy Ada dziś może jeździć na rowerze, samodzielnie iść do łazienki ...

    Posted by Stawiamy Adulkę na nogi on 30 kwietnia 2015
    poniedziałek, 05 stycznia 2015

    Adulka wciąż idzie do przodu, powoli, ale sukcesywnie i jest coraz silniejsza, co nas bardzo cieszy, ale wciąż potrzebujemy waszego wsparcia w dążeniu do wymarzonego celu.

    Zatem Kochani do dzieła! Działajcie, udostępniajcie, bądźcie z nami:)

    Poniżej link do tegorocznych rozliczeń w całkiem dobrej, darmowej aplikacji E-PITY dla tych którzy chcą przekazać swój procencik dla Aduchy:) Dane fundacji oraz cel szczegółowy powinny  podstawić się z automatu, wystarczy kliknąć w obrazek i otworzy się strona aplikacji on-line:)

    Program do rozliczania PIT 2014 online - e-pity 2014

    Nasi stali znajomi wiedzą, że to już kolejny rok kiedy ustawiamy się w kolejce. Jeśli nie macie pomysłu komu przekazać 1% ze swojego podatku, robicie to pierwszy raz, jesteście z nami od lat... lub tylko udostępnicie w jakikolwiek sposób swoim znajomym tę informacje będziemy ogromnie wdzięczni:) Aplikacja E-pity jest całkowicie bezpieczna, sprawdzona, prosta, dostępna online bez konieczności instalacji oraz co najważniejsze (dla mnie) ułatwia nam zbiórkę 1% dla Córy:) Zapraszam do skorzystania, my rozliczamy się z nią od lat, nigdy nie było lipy;) W wersji on-line podatnik ma możliwość wysłania PIT-a przez Internet do systemu e-deklaracje.gov.pl Ministerstwa Finansów lub wydrukowania go w sposób tradycyjny. Możliwe jest także zapisanie wypełnionej deklaracji PIT w pliku PDF i XML na dysku własnego komputera lub w bezpieczny sposób na wirtualnym dysku (chmura) Google Drive. Mam nadzieję, że Wam się spodoba!

     

    Dla wypełniających ręcznie:

    KRS Fundacji : 0000308316

    Cel szczegółowy: Ada Skwarkowska S/11

     

    Krótkie info od Fundacji w której Adulka ma subkonto:

    Fundacja ,,Złotowianka" posiada status OPP (Organizacji Pożytku Publicznego). Na stronie www.pozytek.gov.pl (strona Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej)dostępny jest wykaz OPP uprawnionych do zbierania 1% za 2012 r. By wyszukać daną OPP należy wpisać jej numer KRS. Fundacja ,,Złotowianka" znajduje się na 123 stronie. Plik zapisany w formacie PDF.

    Także wszystko gra:)

    Dziękujemy, że jesteście z nami i w dodatku taaacy Wielcy!

     

    Ło matko, widać jak na dłoni jak Matki siły do pisania kronik rodzinnych....ostatnio pisałam w ostatnim okresie rozliczeniowym więc ten link poniżej nie aktualny;P Obiecuję ( nie pierwszy raz), że się zbiorę i uzupełnię bloga o nowy link, oraz telegraficzny skrót ubiegłego roku, bo to dla nas był rok wielu zmian:) W sumie na fejsa link już wstawiłam to i tu dam radę dziś wrzucić jak się mocno skupię zanim mąż wróci z pracy;) Pisałam coś tu we wrześniu, nawet foty wstawiałam, ale mi dziecię wsio nogą wyłączyło i nie byłam w stanie myśli powtórzyć, a w tym wieku to te dobre myśli trza łapać w mig, bo barrrdzo ulotne:)

    poniedziałek, 28 kwietnia 2014

    Wypełnij PIT on-line i przekaż 1% - E-deklaracje

     

    Jeśli nie wypełniliście jeszcze swojego pitu, pitu męża cioci, wujka lub babci i robicie to na ostatnią chwilę powyżej szybki sposób z małym datkiem na Aduchę;)

    poniedziałek, 14 kwietnia 2014

    Scena rozgrywa się na rodzinnej kanapie.

    Dziewczynki siędzą nad "Mapami" i "Mapownikiem". Zuzka czyta coś na głos o Maoryskich tatuażach i Maorysach...

    na co Ada pod nosem...

    - Ja chyba jestem Maorysem....

    Zuzka zdziwiona pyta:

    - Dlaczego?????

    - Bo mało rysuję.

    Kurtyna :D

     

     

    środa, 19 lutego 2014

    Wracam do domu. Po robocie. Chłop zmęczony i stargany jakimś wirusem. Czeka wraz z dziatwą. Ma za sobą długą drogę, był rano z Adulką w Konstancinie na przymiarce aparatu, w Warszawie na poprawce łusek nocnych, a mi dziś jak na złość przeciągnęło się w pracy. A jak powszechnie wiadomo tym, którzy kiedykolwiek przebywali w słabszej formie z gromadką dzieciaków w niewielkim mieszkaniu, że na odsiecz czeka się jak na zbawienie, każde 10 minut opóźnienia ciągnie się w nieskończoność:) Nie wiem czy wszyscy wiecie, że u nas w domu rewolucja, nieoczekiwana zamiana ról. Tata się udomowił, Matka zaszyła się w pracy;) Taki eksperyment, po części wymuszony sytuacją, po części ogromną chęcią zmiany. Tata wkroczył w domowe życie z nową energią, ćwiczy z młodą, smaruje, cewnikuje, objeżdża wsio co do objeżdżania z nią jest, ogarnia resztę narybku i do tego gotuje, a nawet robi przelewy. Ja odżyłam, on odżył, rodzina się rewitalizuje:) Ada z Tatą mają nawet za sobą pierwszy wspólny turnus w Zabajce. Siedzą razem w domu od stycznia, bo Ada po operacji i bez aparatu nie chodzi jeszcze do szkoły, a ja z nowym rokiem wróciłam o pracy:) Dają radę i jest fajnie!!!!!

    ale, ale...

    Nie o tym miał być ten wpis, choć to też niezła niespodzianka, powiedzcie sami;) No,  fejsbukowicze pewnie gdzieś wyczytali między wierszami, ale dla tych co śledzą Blog, a na Fejsa nie zaglądają myślę, ze to niezła ciekawostka, ja sama jestem bardzo ciekawa dalszych wyników tego doświadczenia i doświadczania jednocześnie.

    i znów odbiegłam od tematu, zatem....

    Wracam do domu. Po robocie... a tam.... Niespodzianka!!!!

    Pudło, przesłane pocztą, czekało na mnie. tata nie doczytał małego napisu pod moim nazwiskiem - dla Ady - z czego bardzo się cieszę! Nie darowałabym sobie gdyby ominęła mnie przyjemność oglądania tego co się działo przy rozpakowywaniu pudła:) Ada rozcinała taśmę, rozdzierała papier, otwieramy wspólnie, a tam trzy paczuszki i cztery koperty. Każda paczka pięknie owinięta i zawiązana cudną wstążeczką z materiału/organzy ( wszystkie trzy wstążki Zuzka jaż zaciągnęła do swoich skarbów:)). Na kopertach przy paczkach są napisane imiona  Zuzia, Mikołaj, Ada... na tej luzem napis "Rodzice".  Paczuszki są miękkie i wyglądają bardzo zachęcająco, dzieci umawiają się, że otworzą je  i wyciągną zawartość w tej samej chwili. Jak postanowili tak robią, a tam... w Paczce Micha poducha z wyszytym własnoręcznie piłkarzem Barcelony, który łudząco przypomina mi Syna sprzed roku w klubowej koszulce tegoż zespołu:) W paczuszce Zuzi poducha z własnoręcznie wyszytą piosenkarką, którą natychmiastowo musi pokazać jednej z przyjaciółek ( ze względu na porę powrotu Matki, jest to niemożliwe, ale wierzę, że szybko nadrobi;)) i jeszcze wokół jej ulubione gwiazdki, wiecie, jak u Eweliny Lisowskiej na policzku. Ostatnia paczuszka zawiera cudowną, przepiękną, uroczą i jedyną w swoim rodzaju paczworkową kołderkę, na kwadracikach postaci z bajek i zwierzaki oraz na środku kwadracik z wyhaftowanym imieniem Ada. Czad!!! Mnóstwo pracy, wielu kołderkowych Ciotek z projektu : Kołderki za jeden uśmiech, a uśmiechów u nas było dziś wiele, mi odjęło mowę i ścisnęło w gardle, list do rodziców czytał mi Wojtek i było to wszystko bardzo radosne, ale i wzruszające. Fotek nie mam, będziemy robić dla Ciotek i jednocześnie mistrzyń w wyszywaniu, zszywaniu i uszczęśliwianiu w weekend. Każde z nas się cieszyło, od najmłodszego do najstarszego, bo niespodzianka była  P R Z E P I Ę K N A !

    Przekonajcie się sami

     

    http://kolderki.org/galeria/displayimage.php?album=1686&pos=0

    http://kolderki.org/galeria/thumbnails.php?album=1686

     

    Wszystkie te dzieła są w realu jeszcze piękniejsze i obfocę je w świetle dziennym jak bedę miała chwilę wolnego, żeby pięknie podziękować tym wszystkim osobom, których pasja złożyła się na to jedno wspólne dzieło. Teraz dziękuję publicznie tu, moc uścisków i ogromne DZIĘKUJEMY - jesteście zajebiste!!!!:)

     

     

    niedziela, 17 listopada 2013

    Odleżyny się goją, skóra na pięcie regeneruje się super póki co. Oby tak dalej. Bilety na wtorek zakupione, w środę kolejna zmiana gipsów i oglądanie Adulkowych nóżek. Oczywiście jeśli uda się wykurować do tego czasu, bo domowników jak na złość dopadł jakiś paskudny wirus, choć dziś wydaje się już być nieco lepiej. Zatem trzymajcie kciuki. Mocno. Adulkowy Tata czeka, żeby nas przejąc, a my stęsknione. Chciałam kupić wkład do wanny aby ułatwić nam kąpiele w tym trudnym czasie, ale ceny są po prostu z kosmosu....Nie wiem czemu mnie to jeszcze właściwie dziwi. Sądziłam , ze już cena żadnego sprzętu rehabilitacyjnego nas nie zaskoczy, a jednak;) Wygoda wygodą, ale jeszcze tylko miesiąc, więc chyba nie dam się zwariować.

    poniedziałek, 04 listopada 2013

    Na blogu ostatnio było o Adulkowej operacji, w miarę bieżące wpisy poczyniłam na Facebooku. Strona ta jest publiczna, więć spokojnie można ją podglądać bez logowania i poczytać wszelkie notki, zainspirować się ciekawymi fotkami/pomysłami które czasem udostępniam z różnych, niekoniecznie polskich stron;) jeszcze raz podsyłam link

     Stawiamy Adulkę na nogi

     

    Zatem operacja przebiegła zgodnie z planem 7 października, przeprowadził ją sam Pan Ordynator Oddziału Ortopedii urazowej w warszawskim szpitalu dziecięcym na Niekłańskiej. Słyszałam głosy ludzi, którzy klną na ten szpital...ja złego słowa powiedzieć nie mogę. Czas na oddziale spędziłam z dzieckiem przede wszystkim po ludzku... Ada miała swoje łóżko, ja dostałam swoje...Dobrze, że mąż nie szlaja się tak często po szpitalach jak ja, nie zna zasad panujących na różnych oddziałach i od razu wypalił z pytaniem: "Czy to łóżko dla Żony?" ja bym nie śmiała już chyba nawet marzyć o takim luksusie, raz mi się tylko zdarzył. Salę miałyśmy tylko dla siebie, Panie pielęgniarki były bardzo miłe i pomocne, oraz zainteresowane:) Ozłocić miałam je chęć za to, że nie chodzą w chodakach, nie trzaskają drzwiami, a wszelkie konieczne czynności przy dziecku nocą wykonują niemal bezgłośnie;) Wróćmy do operacji...całość trwała około dwóch godzin łącznie z wybudzeniem. Przed operacją Pan doktor poinformował mnie szybciutko o jej planowanym przebiegu, po wyszedł i podał nam rękę, ręcząc, że wszystko poszło dobrze:) Nie czekałam pod salą operacyjną, byli tam inni rodzice wszyscy w tym samym łzawym nastroju, a ja nie chciałam  jej odbierać z czerwonym kinolem. Poszłam się tylko wysmarkać na naszą salę, a potem kręcąc się po szpitalu czekałam na Adulkowego Tatę...Po chwili już razem szwendaliśmy się co i rusz zaglądając w korytarz przy bloku operacyjnym. W końcu wyjechała, trochę nieobecna, bardzo spokojna, serce wędrowało nam pod same gardło. Już w swojej sali, będąc tylko z nami zaczęła się powoli odzywać, człowiek musiał opanować łzy. Była mega dzielna, dzień nie był łatwy, po narkozie niestety męczyły ją co jakiś czas wymioty. Nie płakała, nie histeryzowała kazała sobie tylko koszulkę zmieniać i myć włosy;) bo przeca z brudnymi leżeć nie będzie;) Drugiego dnia już wymiatała z nami w Chińczyka i humor jej nie opuszczał, zwłaszcza, że cała na sza uwaga była skupiona na niej:) co dziecię bardzo lubi. W domu niestety nie ma już tak lekko.

    Do dnia dzisiejszego zdążyliśmy być raz jeszcze w Warszawie na zmianie gipsów, spóźniliśmy się, gipsowanie było już zakończone, ale nikt  na nas się nie złościł, po prostu zorganizowano to tak, aby Ada nie musiała długo czekać...dla mnie szok, pozytywny szok:) Teraz siedzimy w domku, tata wpada raz na jakiś czas na kilka dni i pomaga nam jak może. Ada, co zrozumiałe, nudzi się, rozweselają ją wizyty dzieci, nie są one codzienne, ale bardzo oczekiwane. Miewa słabsze dni, choć na ogól nie grymasi, nie złości się, widać, że czasem jej przykro jeśli nie mogę posiedzieć z nią, ale daje radę...dla mnie Mistrzyni Świata:) Znalazła sobie nawet trzy pozycje Jogi, które może wykonywać, będąc uwięziona w gipsie od stóp po sam tyłek...dodam, że w grę wchodzą tylko pozycje siedzące, leżące i półleżące:) Trzymajcie za nas kciuki, żebyśmy nie zwariowały do czasu pozbycia się gipsów, bo to jeszcze trochę potrwa. Za 2,5 tygodnia jedziemy na kolejną zmianę  i wyjęcie druta ze stopy. Czekamy z niecierpliwością na etap, kiedy będziemy mogły się w tych gipsach pionizować i obciążać stopy, bo to zawsze jakaś zmiana i nieco inna praca dla mięśni, które już są wychudzone... Póki co leczymy odleżyny, które zrobiły się siłą rzeczy na piętach, mamy w gipsach okienka, smarujemy, naświetlamy, to długotrwały proces:(

    Teraz czekamy na przyznanie Adzie godzin nauczania indywidualnego, mimo , iż Ada umie liczyć do 100, zna literki i radzi sobie, konieczna jest dla niej odmiana i kontakt ze światem zewnętrznym - jej światem, bo świat na rodzinie się nie kończy. Co i rusz pyta kiedy będzie przychodzić do niej Pani nauczycielka. Raz była w swoim czasie wolnym odwiedzić ją jedna Pani, przywieźć książki ze szkoły oraz zawsze kojące serce słodycze i kredki Bambino;) To było bardzo miłe.Ada barrrrdzo się cieszyła.  Niestety co do nauczania indywidualnego...minął ponad miesiąc od złożenie przeze mnie wniosku...dziecko jeszcze miesiąc ma być w gipsach (może dłużej, ale to się okaże w tzw. praniu)... a formalnościom nie widać końca. Po raz kolejny w swej naiwności wierzyłam, że to prosta sprawa. Zebrałam wszystkie dokumenty niezbędne do złożenia wniosku w Poradni Psychologiczno Pedagogicznej łącznie z zaświadczeniem lekarskim, pojechałam, złożyłam je jeszcze przed wyjazdem, odbyłam uprzejmą rozmowę z Panią Dyrektor iii... i czekałyśmy ponad trzy tygodnie na decyzję, bo jedna poradnia z drugą poradnią musiały sobie po przesyłać dokumenty.... Których clou ja dostarczyłam wcześniej. Po za tym, jakby to się odbyło gdyby dziecko nie było nigdy wcześniej diagnozowane?...przecież nie tylko niepełnosprawne dzieci miewają przerwy w nauce spowodowane stanem zdrowia, czy operacją, dzieci zdrowe nie posiadają tam żadnej dokumentacji, zakłada się ją i rozpatruje li i jedynie konieczność nauczania indywidualnego, ponieważ tylko tego dotyczy decyzja. Nauczania indywidualnego, nie ze względu na niepełnosprawność, ale jednostkową operację, która ma czasowo unieruchomić dziecko... Doczekaliśmy się, ale jak wiadomo należy spodziewać się kolejnych udogodnień... w imię naszych praw i ochrony naszych danych osobowych poradnia decyzję może wysłać tylko mi, która jak wiadomo siedzi w domu z uziemionym dzieckiem...a ja mam tę decyzje w dwóch egzemplarzach dostarczyć do szkoły ( tłumaczyłam, że nie mam jak wyjść, to uzyskałam informację, że przecież mogę wysłać - cha. cha, cha), ta z kolei już nie bacząc na ochronę naszych danych czy ochronę Bóg wie czego musi wysłać je do Działu Edukacji, ten z kolei z powrotem do szkoły....Ludzie śmiech na sali!!! Ja poważnie czasem nie wiem już czy śmiać się, czy płakać i zdarza się, że wybucham bezradnym śmiechem urzędnikowi w słuchawkę. Czekamy zatem, cierpliwie, czując się niesamowicie bezpieczni z zakresie ochrony naszych danych osobowych....

    poniedziałek, 30 września 2013

    Dziś jest trochę smutny dzień, Tata Adulki, Micha i Zuzki po obiadku pojechał... wyjechał w delegację. Pierwszy raz od kilku lat i to na dłużej. W planie około trzech tygodni...i jest nam z tym nie dobrze... Zazwyczaj to my wyjeżdżamy, a on tu na nas czeka. Mała ma dziś czerwony nos i załzawione oczka. Ona wie, że za tydzień czeka ją kolejny trudny dzień. Trzymajcie za nas mocno kciuki, bo w następny poniedziałek Ada ma planową operację w Warszawie, rekonstrukcję lewej stopy i wydłużenie Achillesa w obu. Tyle dobrego z taty wyjazdu, że jest on właśnie na trasie do stolicy i będzie nas na miejscu wspierać, a uwierzcie mi bardzo nie chciałam być tam z tym sama, a Ada z dala od domu. Po operacji od 8 do 11 tygodni planowane są gipsy na obu Adulkowych nóżkach, od góry do dołu, na wyprostowanym kolanie. Wielkie grube skarpety, rozciągliwe na maksa zakupione, muszę jeszcze postarać się o taki stolik do wyrka, żeby moja mała Księżniczka mogła wygodnie jadać w łóżku,) Trochę trudno będzie nam w domu bez taty, ale chyba damy radę, od czego są zakupy przez internet;)

    wtorek, 17 września 2013

    Kochani

    Dużo łatwiej uzupełniać mi notki na facebooku, ale chyba wszystkim tym, którzy  nie czują potrzeby zaglądać na portale społecznościowa jestem dłużna małą aktualizację. Na zachętę wrzucam filmik, który już sporo z was maiło okazję podziwiać właśnie za pomocą fejsa:) A kiedy net zacznie mi śmigać nieco szybciej postaram się uzupełnić resztę braków. Zapraszam do oglądania naszej małej wojowniczki na rowerze. Warto !!! Muszę koniecznie dodać, że Ada na bagażniku tego roweru woziła już kumpla i starszą siorę. Powaga:)

    sobota, 08 czerwca 2013
    niedziela, 10 marca 2013

    Może łatwiej będzie rozsiewać wici o Adulkowym procencie:) zatem wszystkich chętnych zapraszam do polubienia i udostępniania dalej:)

     

     https://www.facebook.com/pages/Stawiamy-Adulk%C4%99-na-nogi/139821686187369?fref=ts

    sobota, 02 marca 2013
    Dawno, dawno temu żyła sobie dziewczynka, która nazywała się Aduśka i bardzo chciała poskakać...ale miała chore nóżki, więc żeby poskakać musiała dużo ruszać nóżkami. Ruszała, ruszała i dalej się jej nie udawało. Próbowała więc w aparacie, ale jej się nie udało bo zapomniała kul. Musiała zejść na dół po kule, wróciła i zaczęła skakać...i bardzo się cieszyła
    By Ada lat 5 z pewną dozą fantazji

    Fantazji... bo schodzenie po schodach jest bardzo odległe, wchodzenie z ogromną pomocą, kule w rzeczywistości stoją nieopodal, a skakanie... no cóż...

    Wstańcie od kompa i spróbujcie podskoczyć na sztywnych nogach, w wyproście...no i jak?

    Od kiedy stanęła na nogach w ten czy inny sposób marzyła o skakaniu. Nauczyła się podskakiwać na kolanach, co jest bardzo niezdrowe i zabronione, ale świadczy o jej niesamowitej mocy. O kulach ( a raczej tzw. trójnóżkach, kule to kilka etapów dalej) wciąż boi się chodzić, choć całkiem nieźle sobie z tym radzi... Mimo wszystko nauczyła się podskakiwać przy balkoniku, który ma w przedszkolu, oczywiście przy użyciu siły rąk i tułowia . Nie zadowala jej to , ale daje poczucie radości, wolności, bo tylu rzeczy nie wolno jej robić, choć je bardzo lubi i potrafi.

    Marzyła też o fikołkach, z pomocą Taty nauczyła się. Wybija się z kolan i robi je idealnie prosto, oczywiście do siadu, no ale nie o fikołkach była ta bajka...

    PS Ada bardzo nie lubi publiczności gdy tworzy, robi to tylko dla siebie i kiedy zostanie przyłapana, nie mówi już nic i się denerwuje. Zatem wpisu dokonałam potajemnie, gdyż ogromnie mnie wzruszyła bajeczka zza matczynych pleców.

     
    1 , 2 , 3